piątek, 9 stycznia 2015

Serbia, Macedonia, Albania 2014. Część 8. Ochryda - Bitola - Skopje - Belgrad - Budapeszt - Warszawa.

Ochryda – Bitola – Skopje – Belgrad 

Po czterech dniach pobytu w Ochrydzie przyszedł czas na powrót. Zależało mi na krótkiej wizycie w Bitoli, skąd do Skopje chciałem wrócić pociągiem. Podróż autobusem (Skopje – Bitola) zajęła prawie 3 godziny co spowodowało, że po przyjeździe na miejsce nie miałem nawet czasu zwiedzić tego pięknego miasta. Zdążyłem w zasadzie kupić tylko chrupki i picie na podróż. Dworzec autobusowy położony jest blisko kolejowego, tak więc w miasto nawet się nie zapuszczałem. Pociąg do Skopje to spalinowy zespół trakcyjny klasy 712. Podczas podróży przysiadł się do mnie pasażer w wieku około 60 lat, który nawiązał ze mną konwersację. Facet miał na imię Miro. Łamanym macedońsko – rosyjsko – angielskim opowiedział mi, ze był kiedyś nauczycielem wychowania fizycznego. W trakcie rozmowy okazało się, że ma daczę, na którą zaprasza, że mogę przyjechać z przyjaciółmi w następne wakacje. Podał mi oczywiście swój numer telefonu. Sama propozycja być może warta rozważenia, jednak miejscowość, gdzie mieszkał jest jednak chyba mało atrakcyjna. Po ponad 2,5 godzinnej jeździe pociąg dotarł w końcu do Skopje. Tym razem nie planowałem pobytu w stolicy Macedonii, lecz zdecydowałem od razu jechać nocnym pociągiem do Belgradu. Mając w pamięci ciągnącą się podróż w odwrotnym kierunku, zdecydowałem się na kuszetkę. W kasie sprzedano mi bilet, informując jednocześnie, że miejsca do leżenia sprzedaje konduktor w wagonie. Do odjazdu pociągu zostało mi jeszcze około czterech godzin, postanowiłem więc zjeść pizzę w restauracji nad rzeką.

Pociąg, którym miałem jechać to "Hellas Express" z Salonik, przez Skopje do Belgradu, który według rozkładu powinien on przyjechać o godzinie 19:50 i odjechać o 20:10. O wyznaczonych porach, pociągu nie było ani widu ani słychu - przyjechał ponad pół godziny po rozkładowym czasie. Nie wiedziałem gdzie szukać mojej kuszety i początkowo wsiadłem do greckiego wagonu 2 klasy. Później okazało się, że wagon z miejscami do leżenia znajduje się bliżej końca pociągu. Jakby jeszcze tego było mało, wyproszono z niego pasażerów i przyłączono inny. Manewry zajęły trochę czasu, ponieważ na samym końcu składu dodatkowo doczepione były wagony do przewozu samochodów. Pociągi, znane u nas kiedyś jako autokuszety to wciąż popularny rodzaj transportu na Bałkanach. W końcu, z około 50 minutowym opóźnieniem, pociąg ruszył ze Skopje. W środku z początku panował lekki chaos, ponieważ nie wszyscy pasażerowie mieli wyznaczone miejsca. Sam tez zająłem jakiś przedział w oczekiwaniu na konduktora (prowadnika), który miał sprzedać mi miejscówkę. Do środka po chwili weszło dwóch, wracających z Grecji, młodych Serbów – studentów z Belgradu. Za chwilę też dosiadła się jakaś leciwa pani z mężem, która zaczęła wszystkimi dyrygować. Kazała mi wrzucić mój wielki i ciężki plecak na małą półkę, na której na pewno by się nie zmieśc. Sytuacja była tym bardziej irytująca, gdyż ona sama oraz jej mąż wieźli kupę tobołów, które upchnęli na górnej półce nad leżankami. Atmosfera rozluźniła się trochę, gdy wyszło na jaw, że jestem z Polski. Zrobiło się nawet całkiem przyjaźnie. Na granicy w Tabanovcach pociąg stał ponad pół godziny, podobnie było po stronie serbskiej w Preševie. W przedziale obok jechali dość hałaśliwi Holendrzy, raczący się piwem, które można było kupić u konduktora po dość zaporowej cenie. Po ruszeniu z granicy, prawie od razu poszedłem spać i obudziłem się, gdy pociąg dojeżdżał już do Belgradu. Dodam tylko, że była już prawie godzina 8 rano, podczas, gdy planowy przyjazd miał być o 5:33 :)

Ochryda (Охрид). dworzec autobusowy w dniu wyjazdu.
Bitola (Битола). Dworzec kolejowy. Widok od strony miasta...
...i od strony torów.
Pociąg do Skopje to spalinowy zespół trakcyjny serii 712.
Wnętrze pociągu.
Nieczynny (?) parowóz na stacji Prilep (Прилеп).
Słynne jugosłowiańskie kioski na peronie dworca w Skopje :). Zdjęcie zrobione w oczekiwaniu na pociąg do Belgradu.
Poranek na przedmieściach Belgradu. Na stacji Topčider Teretna (Топчидер Теретна) znajduje się hala, w której stoją wagony osobistego pociągu Josipa Broz Tity. Skład nazywany "Niebieskim pociągiem" ("Plavi voz, "Плави воз"), obecnie uruchamiany jest od czasu do czasu dla turystów. Jak wygląda podróż, można zobaczyć tutaj. Zdjęcie przedstawia lokomotywy serii 761 (inny wariant niemieckiej lokomotywy V200), które niegdyś ciągnęły "Niebieski pociąg".
Na pierwszym planie wagon salonowy 89-49 601.
Wagon barowy zabytkowego pociągu "Romantika", uruchamianego w sezonie letnim przez Koleje Serbskie.
Wagon 2 klasy pociagu "Romantika".
Zdewastowany wagon sypialny  "WLBl". 
Zdewastowane wagony 2 klasy "B".
Stacja Topčider (Топчидер). Lokomotywa 661-143 z pociągiem towarowym.
Podjazd do Belgradu.
Po przyjeździe do Belgradu: przegląd wagonów pociągu, którym przyjechałem. Wagon 1/2 klasy "ABlm" Kolei Serbskich ŽS (ЖС).
Wagon 2 klasy "Bmz" Kolei Greckich OSE (ΟΣΕ).
Wagon 2 klasy "B" Kolei Macedońskich МЖ.
Wagon  z miejscami do leżenia "BCm" Kolei Macedońskich МЖ. Ten, którym przyjechałem ze Skopje.
Tabliczka kierunkowa tradycyjnie w formie kserówki.
Elektrowóz 441-031, który ciągnął skład zapewne aż od samej granicy.
 
Belgrad po raz drugi. 

Po wyjściu z pociągu i zrobieniu kilku zdjęć, od razu skierowałem się do hostelu Sky 10. Porozumiawszy się z Kostasem, miałem tam już „zaklepane” łóżko na jedną noc. Tym razem jednak w hostelu było dość duże obłożenie, w związku z czym na samotny pobyt w dormitorium nie było szans. Zaraz po przybyciu zjadłem śniadanie i w końcu umyłem się po około 48 godzinach podróży. Próbowałem spać, jednak nie mogłem zasnąć i zdecydowałem, że pójdę na miasto. Tego dnia chciałem pojeździć pociągami Beovozu - belgradzkiej kolei miejskiej. Głowna linia kolei przechodzi tunelem pod centrum miasta, pełniąc funkcję czegoś w rodzaju metra. Podstawowy (i chyba jedyny) tabor Beovozu to wyprodukowane jeszcze w ZSRR jednostki elektryczne serii 412. Postanowiłem również udać się na leżący na obrzeżach centrum dworzec Belgrad Dunav (Београд Дунав), skąd odjeżdżają pociągi do granicznej miejscowości Vršac (Вршац). Stamtąd, z kolei dojechać można pociągiem międzynarodowym do rumuńskiej Timisoary. Stacja Beograd Dunav, na pierwszy rzut oka wygląda na opuszczoną. Budynek dworca jest jednak otwarty a w środku działa kasa. Na zarośniętych torach stacyjnych stoi rząd starych wagonów technicznych, obok parkują samochody należące do mieszkańców pobliskich budynków. Centralnym punktem stacji jest opustoszały peron z szeroką wiatą. Trochę dziwny klimat jak na stację o znaczeniu, w sumie, międzynarodowym. Idąc ulicą wzdłuż torów doszedłem w końcu do Pančevačkiego Mostu (Панцевачки мост), przy którym znajduje się pętla autobusowa oraz stacja kolejowa.  Obok samej pętli, na łuku usytuowany jest Dunavski peron (Дунавски перон), z którego odchodzą pociągi do i z dworca Dunav. Poniżej wiaduktu prowadzącego na most  (jest on dwupoziomowy, drogowo – kolejowy) usytuowana jest stacja Beovozu. W tym miejscu linia kolejowa wchodzi do prowadzącego pod miastem tunelu. Po wyjściu na peron stacji chciałem zrobić kilka zdjęć przejeżdżających pociągów, gdyż było to dość dogodne miejsce do fotografowania. Po zrobieniu jednej fotografii, z budki na drugim peronie wyszedł pracownik, który krzycząc i gestykulując dał mi do zrozumienia, że w tym miejscu robić zdjęć nie wolno. Szczerze mówiąc opadły mi ręce ale nie miałem wyboru i musiałem sobie odpuścić. Pani w kasie poinformowała mnie, że na terenie Belgradu przejazd pociągami Beovozu jest bezpłatny. Pomyślałem zatem, że pojadę do stacji Novi Beograd. Wsiadłem nawet do podstawionego pociągu, jednak po chwili zrezygnowałem i do centrum wróciłem autobusem. Do przejażdżki zniechęcił mnie krzyczący pan a także spory upał. Resztę dnia spędziłem w hostelu. Mając na uwadze poranną pobudkę następnego dnia, położyłem się wcześnie spać.

Ulica Poenkaerova (Поенкареова). Budynek dworca Beograd Dunav (Београд Дунав) wygląda dość niepozornie.
Widok od strony torów.
Patrząc na opustoszały peron, trudno uwierzyć, ze dworzec ma charakter międzynarodowy. Odjeżdżają z niego wszak pociągi do granicznej miejscowości Vršac (Вршац), gdzie można się przesiąść na skład do rumuńskiej Timișoary.
Stacja Pančevački most (Панчевачки мост) Peron Dunajski (Dunavski peron, Дунавски перон) przy którym zatrzymują się pociągi jadące z dworca Beograd Dunav.
Stacja Pančevački most (Панчевачки мост). Wejście na perony linii Beovozu.
Stacja Pančevački most (Панчевачки мост). Perony Beovozu. Widok w kierunku Pančeva. Tą linią jeżdżą również pociągi towarowe.
Wnętrze jednostki elektrycznej klasy 412 kolei Beovoz.

Belgrad – Budapeszt – Warszawa

Pociąg z Belgradu do Pragi przez Budapeszt (EC Avala) odjeżdżał o 6:45. Bilet kupiłem już wcześniej w kasie biletowej ŻS na rogu ulic Principa i Milovanovića. Moje miejsce przypadło w bezprzedziałowym wagonie Kolei Serbskich. Po wejściu do środka okazało się, że ktoś je zajął, ale nie miało to znaczenia, ponieważ w całym wagonie było pełno wolnych miejsc. Przed odjazdem zebrało się jeszcze trochę pasażerów i pociąg ruszył. Kilku jadących obok Czechów w wieku poprodukcyjnym raczyło się winem. Po kilku godzinach pociąg dotarł do stacji Novi Sad, przejeżdżając uprzednio przez most kolejowo - drogowy na Dunaju. Pomyślałem sobie o odwiedzeniu tego miasta w przyszłości. Kontrola paszportowo – celna w Suboticy przebiegła bez problemu. Trochę obawiałem się „trzepania” po węgierskiej stronie (miałem w plecaku kilka piw), wszak to granica UE i strefy Schengen. Po dotarciu do Budapesztu zostawiłem plecak w skrytce i udałem się na miasto. Odwiedziłem znane już rejony w pobliżu dworca Keleti, czyli Plac Bohaterów (Hősök tere) i położony obok niego park. Pociąg do Warszawy (EN Metropol/TLK Chopin) odjeżdżał o godzinie 20.05. Tym razem jednak nie mogłem liczyć na cały wolny przedział w kuszecie, gdyż obłożenie było dosyć spore. Po 12 godzinach jazdy dotarłem do Warszawy.

Wnętrze wagonu 2 klasy "Beelmt" Kolei Serbskich ŽS (ЖС), kursującego w pociągu EC 272 "Avala".
...i sam wagon po przyjeździe do Budapesztu.
Wagon 2 klasy "Bmz" Kolei czeskich ČD, w składzie pociągu EC 272 "Avala". Z tyłu sypialny wagon bezpośredni Belgrad - Moskwa, należący do Kolei Rosyjskich.
Dworzec Budapest Keleti i wyremontowany (w końcu) plac Baross tér.

Krótki spacer po Budapeszcie. Plac Roku 1956 (Ötvenhatosok tere). Monument poświęcony wydarzeniom Powstania Węgierskiego 1956 roku.
Plac Roku 1956 (Ötvenhatosok tere). Tablica - memoriał.
Figura w pobliżu Placu Bohaterów.
Plac Bohaterów (Hősök tere). Pałac Sztuki (Műcsarnok).
Obwoźny bar z piwem na Placu Bohaterów. W Polsce nie do pomyślenia.
Plac Bohaterów (Hősök tere). Pomnik milenijny (Millenniumi emlékmű).
Czas na powrót do domu. Przedział w wagonie z miejscami do leżenia "Bc11mnouz" PKP Intercity.
Ostatnie spojrzenie na dworzec Keleti, przed odjazdem do Warszawy.

sobota, 3 stycznia 2015

Serbia, Macedonia, Albania 2014. Część 7. Pogradec.

Pogradec

Planując wyjazd wakacyjny brałem również pod uwagę odwiedzenie Albanii. Postanowiłem pojechać do położonego po południowej stronie Jeziora Ochrydzkiego Pogradca. Z Ochrydy do albańskiej granicy dotrzeć można autobusem lub busem, jadącym do klasztoru Sveti Naum (Свети Наум). Autobusy odjeżdżają mniej więcej co 1 – 2 godziny z ulicy Boulevard Turisticka. Sveti Naum (Klasztor św. Nauma) został założony w roku 905, przez św Neuma Ochrydzkiego. Autobus/bus dowozi turystów pod sama bramę zabudowań klasztornych, następnie w drodze powrotnej dojeżdża do przejścia granicznego. Ze względu na to, ze było już wczesne popołudnie a nie ranek, zrezygnowałem z odwiedzenia klasztoru. Zależało mi na spędzeniu kilku godzin w Albanii i powrót do Ochrydy późnym popołudniem. Granicę (Ljubaništa /Љубаништа/ MK - Tushemisht AL) można przekroczyć pieszo. Odprawa paszportowa po obu stronach granicy przebiegła bez problemów. Zaraz za przejściem granicznym po stronie albańskiej stoją taksówkarze nagabujący na podwiezienie. Odległość z Tushemisht do Pogradca to ponad 6 km, które pokonałem na piechotę. Droga prowadzi wzdłuż jeziora i piaszczystej plaży, na której jest całkiem luźno i swobodnie można się kąpać. Charakterystyczną rzeczą, która rzuca się w oczy zaraz po przekroczeniu granicy, są typowe dla Albanii bunkry. Po drodze minąłem ich chyba około sześciu. Niezorientowanych czytelników informuję, że bunkry te są pozostałością po dyktatorskich rządach Envera Hodży, który obsesyjnie obawiał się ataku na swój kraj, głównie ze strony titowskiej Jugosławii. Po ponad godzinie marszu dotarłem do Pogradca. Mając w świadomości fakt, ze Albania to kraj raczej biedny, byłem trochę zaskoczony widokiem samej miejscowości. Główna ulica turystyczna miasta to prowadząca wzdłuż brzegu jeziora Rruga Dëshmorët e Pojskës. Wzdłuż ulicy ciągnie się zadrzewiony skwer oraz bulwar z piaszczystą plażą. Wszędzie panuje porządek, nawierzchnie ulic i chodniki są odnowione. Tak samo nowocześnie i elegancko wyglądają fasady domów oraz przystanki. Było to naturalnie pierwsze wrażenie, bo samo centrum miasta wygląda trochę jak Polska w latach 90-tych. Oczywiście nie jest to żadną ujmą bo jako osoba otwarta staram się nie oceniać miejsca pod względem wyglądu, opisuję zazwyczaj tylko swoje wrażenia. W samym Pogradcu próbowałem odnaleźć stację kolejową, jednak nigdzie nie zauważyłem żadnych drogowskazów. Po późniejszym przejrzeniu mapy okazało się, ze jest ona w miejscowości Memëlisht, położonej w sporej odległości od miasta. Obecnie nie docierają tam, z resztą, żadne pociągi a sama linia do Librahzd prawdopodobnie będzie rozebrana.

Przejście graniczne Ljubaništa /Љубаништа/- Tushemisht. Po opuszczeniu Macedonii i przed wejściem do Albanii.
Pierwszy obiekt rzucający się w oczy zaraz po przekroczeniu granicy - bunkier.
Jezioro Ochrydzkie (mac. Охридско Езеро, alb. Liqeni i Ohrit) i widok na Pogradec.
Droga SH64 widok od granicy w stronę Pogradca.
Moja uwagę zwróciły charakterystyczne "czerwone" skały.
Droga SH64 rzut oka wstecz, w kierunku Macedonii.
Tushemisht. Pierwsza mijana po drodze miejscowość.
Jezioro Ochrydzkie. Widok w kierunku północnym.
Plaża. W oddali Pogradec.
Ciekawa nazwa dla hotelu :)
Kolejne bunkry. Tym razem w wersji street - art.
Widok w kierunku wschodnim. Góry na drugim planie znajdują się w Macedonii.
Widok w kierunku zachodnim. Pogradec coraz bliżej.
Obwoźny sklepik z dmuchanym sprzętem pływającym.
Progi zwalniające :)
W oddali widoczna miejscowość Memëlisht, gdzie znajduje się (już nieczynna) stacja kolejowa.

Rruga Dëshmorët e Pojskës - główna ulica turystyczna miasta.
Plac u zbiegu Rruga Dëshmorët e Pojskës, Rruga Reshit Çollaku i Rruga Rinia.
Rruga Reshit Çollaku
Rruga Rinia.
Centrum miasta. Zbieg ulic Rruga Industriale, Rruga Rinia i Rruga Unaza.
Kajo Karafili - uczestnik walk wyzwoleńczych podczas II wojny światowej.
Figura na promenadzie nad jeziorem.
Plaża. Widok w kierunku zachodnim.
Rruga Harmonia - promenada nad jeziorem oraz plaża.
Droga powrotna do Macedonii. Plaża w Tushemisht.
Widok w kierunku zachodnim. W oddali widoczny punkt graniczny Ljubaništa /Љубаништа/ - Tushemish.

Tushemisht jeszcze raz w drodze powrotnej.

Bunkier, czy też raczej wieża strażnicza (?) blisko granicy.
Pamiątkowe zdjęcie na zakończenie jednodniowej wycieczki do Albanii. Zauważyłem, że na tablicy są ślady po ostrzelaniu.

Widok w stronę Macedonii.