środa, 13 listopada 2013

Chorwacja, Bośnia i Hercegowina 2013. Część 7. Mostar - Ploče - Korčula.

Mostar - Ploče

Pociąg do Ploče mieliśmy o 9.26. Próbowaliśmy kupić bilety dzień wcześniej, jednak nie wiedzieć czemu pani w kasie stwierdziła, że sprzeda nam w dniu wyjazdu. Nie wiem jakie miało to znaczenie ale trochę nam to utrudniło organizację wyprawy – po bilety trzeba było „wyskoczyć” z samego rana. Na szczęście Hostel Dada, w którym mieszkaliśmy położony jest tuż obok dworca kolejowego, tak więc uprzednio podzieliwszy się zadaniami (Marycha zrobiła śniadanie, w tym czasie ja pobiegłem po bilety), jakoś zdążyliśmy na pociąg. Właściwie to wbiegliśmy na peron gdy tylko zatrzymał się on przy jego krawędzi. Podróż do Ploče zajęła około trzech godzin. Od miejscowych Bośniaków dowiedzieliśmy się, ze na granicy odbywa się „trzepanie” bagaży przez chorwackich celników. Podobno między Bośnią a Chorwacją kwitnie przemyt narkotyków tak więc trzeba być przygotowanym na szczegółowa kontrolę. Nie ma tu raczej „swojskiej” kontrabandy papierosowo – alkoholowej, znanej z polskiej granicy wschodniej. Ostatnia stacja w Bośni to Čapljina, gdzie pociąg stał około pół godziny. Część pasażerów poszła do kasy kupić bilety „przejściówki”. Bośniacka straż graniczna nie sprawdzała paszportów, nie było tez celników co wydało się nam dość dziwne. Następna stacja to Metković – granica chorwacka. Straż graniczna zebrała dokumenty, a przez okno widzieliśmy grupę ludzi prowadzoną do budynku dworca, gdzie w specjalnym pomieszczeniu odbywała się kontrola celna. Trwało to dosyć długo i trochę obawialiśmy się, że jeśli w ten sposób będą sprawdzać cały pociąg to będziemy stali tutaj pół dnia. Sytuacja była o tyle niekomfortowa, że zaczęło się robić się na prawdę gorąco. Po około godzinie postoju i oddaniu nam paszportów, pociąg ruszył dalej. Nikt w końcu nie sprawdzał nam bagaży a widziana przez nas kontrola odbywała się po prostu wyrywkowo. Odcinek linii z Metkoviću do Ploče jest odcięty od pozostałej sieci kolei chorwackich. Oprócz jednej pary pociągów Sarajewo – Ploče - Sarajewo, kursują tutaj również lokalne pociągi Ploce - Metković złożone z lokomotywy i wagonu.

 Bilet Mostar - Ploče. Poniżej okładka.

Podróż do Ploče. Jeszcze Bośnia i Hercegowina.
Stacja Zitomislici.
Wagon Kolei Federacji Bośni i Hercegowiny (ŽFBH), jeździł wcześniej na Szwedzkich Kolejach Państwowych. Okno na gumowej uszczelce zamiast linek świadczy, ze jest on przystosowany do eksploatacji w niskich temperaturach.
Półki bagażowe w przedziale 2 klasy...
i napisy w języku szwedzkim.
Wagon składa się z części "pulmanowskiej" z korytarzem i salonu bez korytarza.
Hamulec bezpieczeństwa.
Elektrowóz 441-909 kolei ŽFBH na stacji granicznej Čapljina, na terenie Bośni i Hercegowiny.
Łuk niedaleko miejscowości Komin. Już Chorwacja.
Dojeżdżamy do Ploče.
Lokomotywownia w Ploče. Odstawione elektrowozy serii 1141 Kolei Chorwackich HŽ.
Elektrowóz 1141 043 Kolei Chorwackich HŽ.
Dźwigi w porcie w Ploče.
Peron dworca w Ploče.
Tablica kierunkowa naszego pociągu w postaci kartki na drzwiach.
Elektrowóz 1141 107 Kolei Chorwackich, który ciągnął nasz pociąg od stacji granicznej Metković do samego Ploče. Na ścianie bocznej już widoczny numer zgodny z normami Unii Europejskiej.
Wagon ŽFBH Beelt (2 klasy).
Wagon ŽFBH Aeelt (1 klasy).
Parowóz 83106 - pomnik.
Dworzec kolejowy w Ploče. Dojście do peronów.

Ploče - Korčula

Ploče powitało nas betonowym dworcem, który poza porami odjazdu pociągów wydaje się być opustoszały. Samo miasteczko jest niewielkie i typowo tranzytowe. Oprócz dworca kolejowego znajduje się tutaj także dworzec autobusowy a także port, skąd odpływają promy. Właśnie w Ploče zdecydowaliśmy, ze odpuszczamy sobie wyjazd do Czarnogóry i Serbii, gdyż wiązał się on z kolejnymi wydatkami. Byliśmy też już trochę zmęczeni targaniem plecaków i szukaniem noclegów. Mieliśmy dwa wyjścia: Korčula albo Dubrownik. Zdecydowaliśmy się na pierwsze z nich, gdyż jeszcze w Zagrzebiu słyszeliśmy, ze Dubrownik w sezonie jest bardzo drogim i zatłoczonym miastem. Korčula to jedna z chorwackich wysp, położona w regionie południowej Dalmacji, w niewielkiej odległości od Półwyspu Pelješac i wyspy Hvar. Głównym miastem Korčuli jest Korčula – urokliwe miasteczko z klimatyczną starówką. Aby z Ploče dostać się na wyspę  musieliśmy przepłynąć najpierw promem do miejscowości Trpanj na półwyspie, następnie „kombinować” dalej. W Trpanju okazało się, że ceny pobytu są o wiele droższe niż w Zagrzebiu, czy też odwiedzonej przez nas właśnie Bośni i Hercegowinie. Wkoło „roiło się” od turystów, z których przynajmniej połowa była z Polski. Nawet sprzedawcy w sklepach odpowiadali po polsku „do widzenia”. W miejscowym punkcie informacji turystycznej dowiedzieliśmy się o jednym noclegu za 20 Euro, jednak pobyt w tym miejscu nie za bardzo nas satysfakcjonował i zdecydowaliśmy ruszyć dalej, na samą Korčulę. Teraz trzeba było dojechać na drugą stronę wyspy do miejscowości Orebić, gdzie odpływa kolejny prom. Przejażdżka busem kosztowała nas dosyć drogo (około 18 zł za około 10 km). Transport autobusowy w Chorwacji jest ogólnie bardzo drogi. Ceny za przejazd autobusem są takie jak w Europie zachodniej. Po dojechaniu do Orebiću wsiedliśmy na statek, który zawiózł nas do samego centrum Korčuli. 

 Ploče. Widok z nabrzeża portowego.
Wybrzeże Dalmacji widziane z promu "Jadran" z Ploče do Trpanju.
Masowiec? Drobnicowiec? Bo tankowiec to chyba nie.
 Górny pokład promu Jadran.
"Jadran" w porcie w Trpanju.
Miejscowość Orebić, która znajduje się po drugiej stronie półwyspu.

Korčula.

Pierwsze wrażenie jakie wywarła na mnie wyspa i samo miasteczko było takie, ze znaleźliśmy się miejscu przeznaczonym dla bardzo bogatych ludzi, gdzie ceny nie są na kieszeń zwykłego „szaraka”. Siedząc na ławce z plecakami czuliśmy na sobie wzrok dobrze ubranych przechodniów patrzących na nas z politowaniem niczym na obszarpańców. Szukanie noclegu w pokojach „Sobe” nie przynosiło rezultatów – a to u kogoś było pełne obłożenie a to ktoś oferował nam zbyt wygórowaną cenę (300 Kun = 150 zł na osoba za dobę). Informacja turystyczna w tym miejscu również przysłowiowy pic na wodę – biura oznaczone literą „I” to faktycznie agencje turystyczne oferujące drogie noclegi, wycieczki lub pośrednictwo w wypożyczaniu sprzętu rekreacyjnego. W jednej z nich skrzywiona pani spojrzała na nas z politowaniem, gdy oznajmiliśmy, ze nie dysponujemy samochodem tylko poruszamy się na nogach a plecaki dźwigamy na własnych plecach. Postanowiliśmy iść dalej do miasteczka, licząc na przysłowiowy łut szczęścia. W przypadku nie znalezienia noclegu mieliśmy nawet plany przenocowania pod gołym niebem w jakimś ustronnym miejscu, wiedzieliśmy jednak, że coś takiego jest tutaj nielegalne i grozi grzywną. Można powiedzieć, ze szczęście „uśmiechnęło się” do nas po raz kolejny. Przechodząc obok jednej z knajp siedzący tam mężczyzna w wieku około 50 lat spytał nas po angielsku czy potrzebujemy pomocy. Z początku nie wierzyłem w tę pomoc, myśląc, ze jest to kolejny naciągacz na nocleg za 300 Kun. W trakcie rozmowy okazało się jednak, że zna on kobietę, która dysponuje prywatnymi kwaterami i że właśnie stoimy obok jej domu. Należało tylko wejść po schodkach i zapukać. Niestety okazało się, że w mieszkaniu nikogo nie ma a pora była już dość późna. Pozostało nam jedynie czekać. Marycha poszła sprawdzić kolejne kwatery i okazało się, że za rogiem do dyspozycji jest całkiem spory apartament po przyzwoitej cenie. Niestety mogliśmy tam przebywać tylko jedną noc, gdyż gospodarze mieli już zarezerwowane miejsca dla innych, przybywających nazajutrz turystów. Po krótkim odpoczynku, myciu i posiłku wyszliśmy na miasto. Pani, którą wcześniej polecił nam facet z knajpy, siedziała akurat na balkonie, tak więc mogliśmy spytać o pobyt na kilka następnych dni. Poprosiła, żeby przyjść nazajutrz około godziny 10 rano, co też zrobiliśmy. Po uzgodnieniu ceny zamieszkaliśmy w apartamencie z dwoma pokojami, kuchnią i łazienką. Miejsce o nazwie Sveti Antun było oddalone od ścisłego centrum miasteczka Korčula, ale absolutnie nam to nie przeszkadzało, tym bardziej, ze mieliśmy całkiem blisko do morza. Teraz mogliśmy już tylko wypoczywać.

Kolejny dzień upłynął na odpoczynku i kąpieli w zatoczce, do której wpływają żaglówki, motorówki, łódki i wszelki inny sprzęt pływający. Wieczorem pospacerowaliśmy po pięknej starówce, gdzie roiło się od restauracyjek, sklepów z pamiątkami i galerii. Jest tu także ulica Depolo, wraz z domem, w którym podobno się urodził i mieszkał Marco Polo. Piszę „podobno” ponieważ nie jest to  fakt w 100% potwierdzony – inne źródła podają, ze podróżnik pochodził z Wenecji. Przez chwile obserwowaliśmy mecz piłki wodnej, który odbywał się w basenie w porcie. Następnego dnia trzeba było wstać wcześnie rano, gdyż czekał nas jednodniowy wypad do Dubrownika.  

Wyspa Korčula i miasto Korčula (wł. Curzola).
Port w Korčuli i statek wycieczkowy z Belgii cumujący przy Nabrzeżu Frajne Tuđjmana
Korčula. Widok na katedrę św. Marka (Katedrala sv. Marka).
Korčula. Zatoka.
 Korčula. Šetalište tina ujevića. Widok na zatokę i Półwysep Pelješac.
Korčula - Sveti Antun. Napis upamiętniający masakrę w Wukowarze w roku 1991.
Korčula. Pomysłowe i ekologiczne urządzenie do nagrzewania wody. Wykorzystywane jest przez miejscowy camping.
Korčula. Šetalište tina ujevića. Widok na miasteczko, zatokę i Półwysep Pelješac.
Korčula. Šetalište tina ujevića. Widok na zatokę
Korczulańska straż pożarna...
... i hydrant.
Korčula. Widok na centrum miasteczka z Nabrzeża Korczulańskiego Okrętownictwa. (Obala korčulanskih brodogradnja).
Korčula. Ulica Foša w centrum miasteczka.
Korčula. Veliki Revelin - brama do najstarszej części miasteczka.
Na bramie umieszczone są weneckie herby.
 Ulica Korculanskog Statuta 1214
Kościół św. Michala (crkva sv. Mihovila).
Zaułki starej części miasteczka.
Plac Św. Marka (Trg Sv.Marka) i katedra św. Marka (Katedrala sv. Marka). Zbudowana została na fundamentach wcześniejszego kościoła z XIII wieku.  
Kościół św. Piotra (crkva sv.Petra). Zbudowany w XI wieku przebudowany w XVI wieku.
Dom Marco Polo (Kuča Marka Pola), w którym mieści się muzeum podróżnika

Ulica Depolo.
Nabrzeże Petra Kanavelića (Šetalište Petra Kanavelića).
Ulica Biskupije.
Korčula. Księżyc nad zatoką.

W następnej części Kupari.