środa, 9 października 2013

Chorwacja, Bośnia i Hercegowina 2013. Część 1. Warszawa - Budapeszt - Zagrzeb.

Oto pierwsza część relacji z tegorocznego wyjazdu wakacyjnego. Pisanie całości i obrabianie zdjęć trochę trwało, dlatego też ukazuje się ona dopiero teraz. Miłego czytania i oglądania:) 

Pomysł wyjazdu na Bałkany zrodził się już jakiś czas temu. Jego realizację miałem w planach już w zeszłym roku, jednak w końcu wybrałem się z przyjaciółmi na Krym. Pomimo dość krótkiego, dwutygodniowego urlopu jaki przysługiwał mi w ostanie wakacje postanowiłem w końcu jednak go w końcu zrealizować. Plan podróży zakładał z początku opcję objazdową Warszawa – Budapeszt – Zagrzeb – Sarajewo -  Mostar – Dubrownik – Bar – Belgrad – Budapeszt – Warszawa. Cała trasa miała być przejechana pociągami, a tam, gdzie nie istnieje taka możliwość autobusami, busami lub promem. W planach oprócz Chorwacji i Bośni i Hercegowiny była również Czarnogóra i Serbia. W trakcie wyjazdu doszliśmy z koleżanką Marychą (towarzyszką podróży) do wniosku, ze nie ma sensu wydawać pieniędzy na przejechanie setek kilometrów, po to aby pobyć w jakimś miejscu tylko jeden lub dwa dni. Postanowiliśmy zrezygnować z dwóch ostatnich wymienionych krajów a pobyć dłużej nad chorwackim morzem. Wybór padł na wyspę Korčula i Split, ale o tym później. Nie ukrywam, że kolej to mój ulubiony środek transportu i podróżowania, którego nie zastąpi ani autobus ani samolot (pomimo szybkości przemieszczania się). Ogólnie podróż lądem daje możliwość przeżycia przygody, poznania wielu ciekawych ludzi, dokonania wielu cennych obserwacji. Jak dla mnie esencją każdego wyjazdu nie jest tylko pobyt w miejscu przeznaczenia ale także podróż do niego. 

Jugosławia kojarzyła mi się zawsze z kilkoma rzeczami: a to z Ikarusami Zemun a to z samochodami „Zastava” i „Yugo” a to z jugosłowiańskimi wagonami, które w czasach mojego dzieciństwa docierały do Warszawy i czasami miałem okazję je obserwować. Studiując w tamtych czasach rozkłady jazdy zawsze intrygowało mnie, że z mojego miasta dojechać można do Belgradu lub do jakiejś „abstrakcyjnej” Rijeki lub Splitu położonych gdzieś na krańcu Jugosławii i w ogóle gdzieś bardzo daleko na południe. Jugosławia kojarzyła mi się również z Olimpiadą zimową w Sarajewie w roku 1984, kiedy to mając 8 lat (druga klasa szkoły podstawowej) obserwowałem w telewizji zmagania polskiego skoczka Piotra Fijasa (Adam Małysz był w tamtych czasach jeszcze małysz ;)) Pamiętam, że każda transmisja rozpoczynała się animowana czołówka, na której maskotka igrzysk – wilczek Vucko skacze na nartach z okrzykiem „Sarajevoooo…” Pamiętam jaką nobilitacją dla miasta były tamte igrzyska. Pomimo położenia „za żelazną kurtyną” Jugosłowianie byli w o wiele lepszej sytuacji niż pozostałe „demoludy” – mogli m.in. swobodnie podróżować na zachód a jugosłowiańskie linie lotnicze miały samoloty amerykańskiej konstrukcji zamiast radzieckich Iłów, Tupolewów i Antonowów. Jednym słowem niezależna od ZSRR Jugosławia była obiektem zazdrości innych krajów bloku wschodniego a zorganizowanie igrzysk olimpijskich świadczyło o rozwoju kraju. Jugosławia kojarzy mi się w końcu z bezsensowną i głupią wojną (abstrahując od tego, ze każda wojna jest głupia i bezsensowna), która pochłonęła setki tysięcy ofiar w imię chorych, nacjonalistycznych ambicji przywódców narodów zamieszkujących rozpadający się kraj. Na ekranach telewizorów codziennie transmitowany był bolesny rozpad Jugosławii, walące się w gruzy i płonące miasta i wsie, płacz ludzi, ucieczki przed snajperami. Obserwowaliśmy także kurtuazyjne uśmiechy i uściski dłoni polityków walczących stron, bierność społeczności międzynarodowej i państw zachodnich. Walące się w gruzy olimpijskie Sarajewo przypominało jak okrutne figle płatać może historia…

Warszawa - Budapeszt
  
Pierwszy etap podróży obejmował podróż z Warszawy do Budapesztu. Postanowiliśmy skorzystać z oferty Spar Night w PKP Intercity i pojechać wagonem z miejscami do leżenia (cena za bilet 39 Euro). Uznaliśmy, ze nie ma sensu się męczyć cała noc w drugiej klasie, skoro po przyjeździe jeszcze tego samego dnia czeka nas dość długa podróż do Zagrzebia. W wagonie z początku nie działało oświetlenie a węgierski konduktor (prowadnik) nie za bardzo potrafił wytłumaczyć dlaczego. System rezerwacji nie przewidział dla nas miejsc w tym samym przedziale (wymagało to wydrukowania na jednym blankiecie a w takim przypadku cena biletu była nie wiedzieć czemu wyższa). Z początku więc „porozrzucani” byliśmy w przedziałach w dwóch częściach wagonu. W „moim” przedziale zadekowała się jakaś dziewczyna, która najwidoczniej speszona moją obecnością i brakiem światła przeniosła się do przedziału obok. Od tej pory mogliśmy jechać z Marychą razem, licząc na to, ze nikt się po drodze do nas nie dosiądzie (co też nam się udało). Po przyjeździe na dworzec Keleti w Budapeszcie i wymianie pieniędzy pojechaliśmy metrem na dworzec Deli położony po drugiej stronie Dunaju. O godzinie 13.25 mieliśmy stąd odjechać pociągiem do Zagrzebia. Po kupieniu biletów postanowiliśmy pójść na spacer na pobliską Górę Zamkową. Nie będę się rozpisywał na temat Budapesztu, wspomnę tylko, ze była to moja kolejna wizyta w tym mieście. Opis wszystkich atrakcji wymaga oddzielnej relacji, którą mam nadzieje kiedyś napiszę. 

Rozkład jazdy Warszawa - Budapeszt
Tablica kierunkowa na drzwiach naszego wagonu.
 Nasz przedział w kuszetce z Warszawy do Budapesztu.
Elektrowóz 240 087-2 Kolei Słowackich (ZSR) z pociągiem osobowym czeka na odjazd do Bratysławy na stacji Nové Zámky.
Peron stacji Štúrovo.
 Budapest-Keleti pályaudvar skoro świt.
Jednorazowy bilet na metro w Budapeszcie.
Metrem dojeżdżamy na dworzec Deli (Budapest-Déli pályaudvar), skąd odjeżdża nasz pociąg do Zagrzebia.
Tramwaj Ganz CSMG2 na Alkotás utca, obok dworca Déli.
Knajpa w wagonie obok dworca Deli.
Widok na Budę z Góry Zamkowej.
Figury na Górze Zamkowej.
Brama Wiedeńska (Bécsi kapu).
Plac bramy Wiedeńskiej (Bécsi kapu tér).
Fortuna utca.      

W porze odjazdu udaliśmy się na dworzec Deli, żeby zapakować się w pociąg. Okazało się niestety, ze wszystkie miejsca są zajęte a my nie mamy miejscówek, tak więc czekała nas 6,5 godzinna jazda na korytarzu do tego w niemałym tłoku. Ten etap podróży wspominam jako najgorszy: na zewnątrz upał, do tego pociąg wlókł się niemiłosiernie zatrzymując się co chwilę niczym tramwaj w położonych po drodze nadbalatońskich kurortach. Nie wiem, na jakiej zasadzie „trasowano” ten pociąg, w każdym razie jazdę tą „odchorowałem” (sami domyślcie się jak;)).

Bilet Budapeszt Deli - Zagrzeb Glavni kolodvor. Poniżej okładka.

Rozkład jazdy Budapeszt - Zagrzeb

Nasz pociąg do Zagrzebia / Lublany.
Wagon 1/2 klasy Kolei Słoweńskich (Slovenske železnice).
Jednostki 5341 sfotografowane przy wyjeździe ze stacji Budapest-Déli. Obsługują one ruch podmiejski m.in. do Székesfehérvár i Komárom.
Parowóz - pomnik na stacji Székesfehérvár.
 
Główny dworzec Zagrzebia (Zagreb Glavni Kolodvor) powitaliśmy wieczorem i jak to zwykle w takich przypadkach bywa trzeba było znaleźć nocleg. O tej godzinie żadna informacja turystyczna nie była czynna, tak więc postanowiliśmy szukać noclegu sami. Przed wyjazdem wynotowałem sobie adresy najtańszych hosteli, jednak bez wcześniejszej rezerwacji znalezienie noclegu okazało się nie lada wyzwaniem. Chcieliśmy przenocować w hotelu Pozitiv, który znajdował się dość daleko od dworca. Nie zniechęceni odległością i późną porą ruszyliśmy więc przez miasto. Po drodze znaleźliśmy co prawda przypadkowo inny hostel (Cherry), jednak uznaliśmy, że cena 18 Euro za nocleg we wspólnym pokoju to za dużo i ruszyliśmy dalej. Po dotarciu do Hostelu Pozitiv okazało się, ze ma on tej nocy pełne obłożenie, tak więc zostaliśmy „na lodzie”. Postanowiliśmy wrócić do Cherry hotelu i przenocować dwie noce we wspólnym pokoju. Zarządzająca hotelem i położonym obok niego pubem okazała się sympatyczną osobą a jej wielki, czarny, rozpieszczony nowofundlandczyk był prawdziwą gwiazdą tego miejscaJ. Drugiego wieczora dostaliśmy po butelce Staropramena (w ramach rekompensaty za przysługujące nam śniadanie, które mieliśmy zjeść następnego dnia rano a którego właścicielka nie mogła nam przygotować ze względu na zbyt wczesną porę naszego wyjazdu).
  

6 komentarzy:

  1. najlepszy pomysł na urlop, wsiąść do pociągu... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co fakt to fakt. Mam ochotę przejechać całą Europę, choć to niezbyt tania opcja. Z drugiej strony tanie linie lotnicze też już nie są takie tanie.

      Usuń
  2. Fajnie się czyta :) Lisia_Kita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję dziekuję. Ciesze się, zę się podoba:)

      Usuń