wtorek, 9 sierpnia 2016

Chorwacja, Bośnia i Hercegowina 2013. Część 10. Lumbarda, Korčula - Split.

Post ten to wynik "robienia porządków" na blogu. Uznałem, że niektóre posty są zbyt długie i zawierają za dużo zdjęć, w związku z czym postanowiłem podzielić niektóre relacje na więcej części. 
Dla osób śledzących po kolei relację "Chorwacja, Bośnia i Hercegowina 2013", jest to kolejny post, podlinkowany na końcu poprzedniego i z linkiem do kolejnego. Dla osób które weszły tutaj po raz pierwszy, informacja powyżej.

Tak czy inaczej życzę wszystkim miłego oglądania :)
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Lumbarda

Ostatniego dnia pobytu na Korčuli poszliśmy na piechotę do położonej w odległości 5 km od naszej kwatery miejscowości Lumbarda, gdzie znajduje się plaża z widokiem na pełne morze. Spacer zajął nam niecałą godzinę.Po drodze mijaliśmy a to skałki pośród wysuszonej trawy a to kamienna kapliczkę, a to jakiś zrujnowany budyneczek a to cmentarz z a to plantacje winorośli otoczoną kamiennym murkiem. Widoki przypominały mi trochę Włochy lub południowa Francję – klimat znany mi jedynie ze zdjęć lub filmów z Louisem de Funes’em. Po dojściu na plażę okazało się, że było na niej sporo ludzi, poszliśmy więc na położone po przeciwległej stronie zatoki skały. Znalezienie odpowiedniego miejsca w takim terenie jest zawsze dość trudne. Tak samo trudna jest kąpiel w wodzie o skalistym dnie, gdzie czają się przeróżne „niespodzianki”. Przekonałem się o tym, gdy po wejściu do wody, w stopę weszły mi kolce żyjątka o nazwie Jeżowiec. Na szczęście udało się je wyjąć za pomocą pęsety, co uczyniłem z „sadystyczną” zajadłością, robiąc sobie przy okazji głębokie, choć niewielkie rany. Okazuje się, że specjalne, gumowe obuwie nie stanowi wystarczającej ochrony przed tego typu zdarzeniami – kolce wbiły się przez siatkę na bokach „buta”. 

W drodze do Lumbardy opuszczamy Korčulę.
Skały, kamienie. W oddali półwysep Pelješac.
Kamienna kapliczka mijana w drodze do Lumbardy.
Cmentarz i kaplica w Lumbardzie.
Lumbarda. Droga wśród winnic w kierunku plaży.
Lumbarda. Kościół św. Rocha (Župna crkva sv. Roka).
Lumbarda. Kaplica na rozstaju dróg.
Lumbarda. Widok na Adriatyk i... banan:)
Lumbarda. Zatoka, w oddali plaża.
Widok na Morze Adriatyckie.
Lumbarda. W oddali Półwysep Pelješac.
Lumbarda. sieć marketów "Konzum" jest bardzo rozpowszechniona w Chorwacji. Ponieważ nie stac było nas na stołowanie sie w restauracjach, w rozmowach z miejscowymi mieszkańcami mówiliśmy, ze "naszą restauracja jest "Konzum". :)

Bilet autobusowy Lumbarda - Korčula.
Korčula - Split

Kolejny dzień był dniem wyjazdu z Korčuli. Mieliśmy w zasadzie dylemat, czy opuścić wyspę, czy zostać na jeszcze jedną noc. Właścicielka naszej kwatery łamanym angielsko – niemiecko – chorwackim tłumaczyła nam w które dni tygodnia odpływają promy do Splitu. Nie "załapaliśmy"  jednak, że prom z miasteczka Korčula odpływa również w czwartki i postanowiliśmy odpłynąć dzień wcześniej z położonej po drugiej stronie wyspy miejscowości Vela Luka (skąd promy odpływają codziennie). Aby zdążyć na prom, należy wsiąść w autobus dość wcześnie rano. Po dojeździe do Vela Luka i kupieniu biletów, zostało nam jeszcze prawie 1,5 godziny, które chcieliśmy spędzić na plaży położonej po drugiej stronie zatoczki. Okazało się niestety, że dojście tam nie jest w cale takie łatwe ze względu na dystans – zatoka „zakręcała” i dojście na plażę zajęłoby nam pewnie ze 40 minut. Zrezygnowaliśmy, spędzając czas w innej zatoczce położonej zaraz obok przystani promowej. Prom przypłynął planowo. Właściwie to przypłynęły dwa promy i prawie się pomyliliśmy przy wsiadaniu. Sam rejs trwał około 3 godzin i był dość przyjemny. Szeroki pokład umożliwiał spacery. Można było siedzieć w cieniu lub na słońcu, być na wietrze lub się przed nim schować, albo zejść pod pokład. Na pewno była to o wiele przyjemniejsza opcja niż podróż autobusem gdzie trzeba prawie cały czas siedzieć w fotelu. Dookoła nas roztaczały się piękne widoki Adriatyku, wybrzeża Dalmacji, mijanych wysp i wysepek. Od czasu do czasu przepływał obok nas jakiś statek, żaglówka lub motorówka. Jedyną „niedogodnością” były astronomiczne ceny w barze – za puszkę piwa Karlovacko o pojemności 0,33l trzeba było zapłacić aż 16 Kun czyli około 8 zł. 

W drodze z Korčuli do Vela Luka.
Vela Luka po drugiej stronie wyspy Korčula. Pomnik poświęcony pierwszemu międzynarodowemu spotkaniu artystów, które miało tutaj miejsce w roku 1968.
Vela Luka. Pomnik poświęcony wyzwolicielom Jugosławii z czasów II wojny światowej.
Vela Luka. Fragment zatoki.
Prom "Hanibal Lucić" kompanii Jadrolinija przybywa do Vela Luki.
 Prom Korčula, którym płynęliśmy do Splitu
Widok z promu na zatokę i Vela Lukę.
Samochody oczekujące na wjazd na prom.
Cumy na sąsiednim promie.
Na promie "Korčula".
Widok na zatokę w kierunku morza.
Jeszcze jeden rzut oka na Vela Lukę.
Otok Ošjak. Jedna z wielu "bezludnych" wysp na chorwackim wybrzeżu Adriatyku.
Na pełnym morzu...
Otočić Kamenjak.
Wysepka Pokonji Dol (Otočić Pokonji Dol). Po lewej stronie widoczna wyspa Hvar.

 Widok na miasteczko Hvar na wyspie Hvar.
Wyspa Galešnik (Otok Gališnik).
 Statek "Silver Wind" z różnych ujęć :)
Cieśnina pomiędzy wyspami Šolta i Brač
 Kolejna wyspa tym razem bez nazwy (?).
Wybrzeże Dalmacji w rejonie Splitu.
 Na horyzoncie Split.



Port w Splicie.

Latarnia morska w porcie w Splicie.

Prom "Biokovo" kompanii Jadrolinija.

W następnej części: Split.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz